W HOŁDZIE KASKADEROM. Na krawędzi życia i śmierci





 Tekst opublikowany w serwisie film.org.pl

Jedynie żyjąc o krok od śmierci można pojąć nieopisaną radość życia.
James Clavell, Shogun

Balansowanie na krawędzi, brawurowe skoki, upadki z konia, ucieczki po dachach, igranie z ogniem, ześlizgiwanie się po linie nad przepaścią, wieszanie na szubienicy, nurkowanie, walki wręcz lub na białą broń oraz niebezpieczne manewry za pomocą pojazdów mechanicznych – takie sceny mają wzbudzać emocje i sprawić, że szukający mocnych wrażeń widz będzie siedział na krawędzi fotela, oglądając film z niepokojem i zaciekawieniem. Aby na ekranie wyglądały imponująco, do ich wykonania zatrudnia się wyspecjalizowanych kaskaderów, dla których ryzyko to drugie imię. Obok własnej wiedzy, umiejętności i odwagi stosują oni często zabezpieczenia chroniące przed skręceniem karku lub poparzeniem. Przydatna w tym zawodzie jest odzież sportowa, na przykład ochraniacze, jakie wykorzystywane są w hokeju na lodzie. Ochraniacze na biodra i specjalne podkładki chroniące kręgosłup potrzebne są przy wykonywaniu scen spektakularnych upadków lub skoków z dużej wysokości. Odpowiednia uprząż lub kaftan chronią kark kaskaderów, którzy mają być powieszeni. Stuntmeni igrający z ogniem, uczestniczący w scenach pożarów i wybuchów stosują ognioodporną, nasączoną żelem bieliznę i azbestową odzież lub też kevlarowy kombinezon.

NIEDOCENIANI WŁOSCY KOMPOZYTORZY. 10 artystów w cieniu Morricone



Tekst opublikowany w serwisie film.org.pl

Muzyka to uniwersalny język – każdy jest w stanie go zrozumieć i docenić. Ale czy każdy kraj na świecie może poszczycić się liczną grupą wybitnych kompozytorów? Z pewnością w takich państwach jak Polska, Francja, Wielka Brytania i Stany Zjednoczone można stworzyć ranking dziesięciu najlepszych kompozytorów krajowych, nawet jeśli byśmy ograniczyli się tylko do tych, którzy działają w branży filmowej. Być może jednak najtrudniej wyróżnić najlepszych kompozytorów z Italii, bo – jak wynika z moich doświadczeń z włoskimi filmami – w tym kraju powstało więcej dobrej muzyki filmowej niż dobrych filmów. Mimo iż postanowiłem pominąć tych najbardziej znanych (Ennio Morricone, Nino Rota, Nicola Piovani, Riz Ortolani), to i tak pozostało jeszcze co najmniej dziesięciu, których musiałem odrzucić.

POLSKIE WESTERNY. Szlakiem bezprawia – od Bieszczadów po Teksas


Tekst opublikowany w serwisie film.org.pl 

Nawet jeśli będziemy uparcie próbowali odkryć zakurzone perły polskiego kina, to okaże się, że Polacy nigdy nie umieli grać w kino gatunkowe. Amerykanie, Francuzi, Włosi, nawet Niemcy mieli własne nurty gatunkowe, a nasze kino było przede wszystkim odzwierciedleniem rzeczywistości. Polska Szkoła Filmowa czy Kino Moralnego Niepokoju niewiele miały wspólnego z gatunkowością. Osobną kategorią są polskie komedie, których zadaniem – podobnie jak dramatów – było obnażanie absurdów codzienności. Dwa przeciwstawne bieguny, dramat i komedia, występują niemal w każdej kulturze, ale takie gatunki jak science fiction, horror czy western, to już produkty unikatowe na (środkowo)europejskim rynku.

UNDER THE SHADOW. Horror w cieniu wojny

(2016 / 84 minuty)
scenariusz i reżyseria: Babak Anvari  

Tekst opublikowany także w serwisie film.org.pl

Under the Shadow to koprodukcja czterech narodów: Wielkiej Brytanii, Iranu, Jordanii i Kataru. Od pierwszego pokazu minęło dwa lata, ale nie było oficjalnej polskiej premiery kinowej. Można było jednak zobaczyć to dzieło na dużym ekranie w Dzień Kobiet 2018. Został wówczas zaprezentowany w Centrum Kultury w Lublinie jako drugi film z cyklu Splat!Nights (pierwszym była Hagazussa). Jest to pełnometrażowy debiut urodzonego w Teheranie reżysera Babaka Anvariego. Światowa premiera odbyła się 22 stycznia 2016 w trakcie amerykańskiego święta kina niezależnego – Sundance Film Festival.

Debiut irańskiego twórcy okazał się dużym sukcesem artystycznym, więc podjęto decyzję, by zgłosić go do walki o Oscara w kategorii najlepszy film nieanglojęzyczny. Mimo iż bohaterowie mówią w języku perskim, to nie z Iranu wyszło zgłoszenie, lecz … z Wielkiej Brytanii. Stało się tak, ponieważ Iran zgłosił dzieło Asghara Farhadiego Klient, całkiem słusznie przeczuwając, że ma znacznie większą szansę na nagrodę. Under the Shadow, oglądany dotychczas w Polsce zapewne z niezbyt legalnych źródeł (albo na Netflixie), nie doczekał się należnego uznania. W sali kinowej okazał się jednak intensywnym przeżyciem, które trudno wyrzucić z pamięci. Mało tego, chce się do filmu wrócić, by odkryć te obszary, które zostały skrzętnie ukryte pod powierzchnią nadnaturalnego horroru.

MATKA I CÓRKA

La Ciociara / Two Women (1960 / 100 minut)
reżyseria: Vittorio De Sica
scenariusz: Cesare Zavattini na podst. powieści Alberta Moravii z 1957

Tekst opublikowany w serwisie film.org.pl w cyklu Czarno na białym

Oryginalny tytuł filmu La Ciociara odnosi się do regionu w środkowych Włoszech, zbieżnego mniej więcej z prowincją Frosinone niedaleko Rzymu. Podczas drugiej wojny światowej rozegrały się tam dramatyczne wydarzenia. Po bitwie pod Monte Cassino marokańscy goumierzy – żołnierze z oddziałów francuskich – dokonali masowych gwałtów na włoskiej ludności cywilnej. Ten fakt wykorzystał Alberto Moravia w swojej powieści ukończonej w 1957 roku. Utwory tego pisarza wielokrotnie przenoszono na ekran. Przerabiali je: Jean-Luc Godard (Pogarda, 1963), Damiano Damiani (Nuda, 1963), Bernardo Bertolucci (Konformista, 1970) i wielu innych. Moravia zajmował się także pisaniem scenariuszy, lecz adaptacji La Ciociary dokonał inny wybitny autor, Cesare Zavattini, współtwórca neorealizmu (Złodzieje rowerów, 1947).

ZAPOMNIANE ARCYDZIEŁA. 12 filmów nieanglojęzycznych, które zasługiwały na Oscara




 Tekst opublikowany także w serwisie film.org.pl

Amerykańska Akademia Filmowa powstała, by podnieść rangę amerykańskiego kina, wypromować zdolnych i ambitnych filmowców, dać im motywację, by kręcili coraz więcej lepszych filmów. Niedługo trzeba było czekać na efekt działań Akademii. Dziś jest to już instytucja o bardzo silnej renomie, a przyznawana przez nią nagroda jest najbardziej prestiżowa na całym świecie. Oczywiście jest wielu malkontentów przekonanych, że ona tak naprawdę nic nie znaczy, ale prawie każdy miłośnik kina w pierwszym kwartale roku uczestniczy w dyskusji na temat potencjalnych szans nominowanych filmów. To świadczy o dużym znaczeniu Oscara nie tylko dla Amerykanów, ale i innych narodowości. Tym bardziej, że od długiego czasu szansę na zdobycie statuetki mają filmy nieanglojęzyczne.

Trzy billboardy za Ebbing, Missouri





Three Billboards Outside Ebbing, Missouri (2017 / 115 minut)
scenariusz i reżyseria: Martin McDonagh

Już przed obejrzeniem filmu można zauważyć jedną z jego zalet. Chodzi o polski tytuł. Zaskakująco dosłowny. Znając rodzimych dystrybutorów, można było się spodziewać czegoś w stylu Sama przeciw wszystkim. Chociaż nie, taki tytuł już był niedawno – kryje się pod nim Miss Sloane (2016) z Jessicą Chastain. Gdy mowa o polskich tytułach, od razu przychodzi na myśl debiutanckie dzieło reżysera omawianego obrazu, czyli In Bruges (2008), które w naszym kraju znane jest jako Najpierw strzelaj, potem zwiedzaj. Wiem, że wielu się ze mną nie zgodzi, ale uważam, że dystrybutor słusznie postąpił zamieniając Brugię na dosłowne tłumaczenie hasła z plakatu Shoot first, sightsee later. Bo to wyróżniło produkcję z tłumu – nie ma nic bardziej banalnego niż tytuły składające się z samych miejscowości (chyba, że są fikcyjne).

HAGAZUSSA. Horror w austriackich Alpach

(2017 / 102 minuty)
scenariusz i reżyseria: Lukas Feigelfeld

Tekst opublikowany także w serwisie film.org.pl

Centrum Kultury w Lublinie wspólnie z organizatorami Splat!FilmFest prezentują w lutym trzy seanse niemieckojęzycznego horroru Hagazussa. To nie lada atrakcja, bo film nie ma dystrybutora i prawdopodobnie nie zostanie wyemitowany w polskich kinach. Premierowy pokaz odbył się w Lublinie 2 lutego, a po seansie 7 lutego widzów czeka prelekcja pt. „Jak zostałam czarownicą. O wiedzy, magii i uprzedzeniach”. A gdyby ktoś nie miał pomysłu, co obejrzeć w Walentynki – zamiast błahej komedii romantycznej – może wybrać się do Lublina na ostatni pokaz niemieckiego horroru. Czy naprawdę warto? Wiele osób, które uczestniczyły w premierowym seansie odpowiedziałoby, że nie warto. Nie takiego filmu bowiem oczekiwano. Nawet jeśli spodziewano się arthouse’owego horroru w stylu The Witch (2015) to film zaskakuje sposobem opowiadania i punktem, do którego ostatecznie zmierza.